Alpejska wyprawa

Pod koniec sezonu (28.08 – 08.09.2024r.) nasza ekipa wybrała się na tradycyjną, objazdową wyprawę, podczas której, przemierzając blisko 5000 km, odwiedzili 6 europejskich, górzystych krajów: Czechy, Austrię, Lichtenstein, Szwajcarię, Włochy i Słowenię.

Pierwszy dzień, po prostu dojazdówka do miejsca spotkania i pierwszego noclegu , czyli do Mikulova na Morawach, w Czechach. Fajne, spokojne miasteczko z urokliwym rynkiem i górującym nad wszystkim zamkiem. Dobre miejsce do spania w trasie, takie na jeden nocleg. Niezłe piwo i żarełko w lokalnych knajpach. https://www.mikulov.cz/pl

Dzień drugi.

W sumie też taki tranzyt, ale już zaczynają się fajne widoki: Dolina Wachau, Dunaj, delikatne górki i przedsmak zakrętasów. Zahaczamy o skocznie w Bischofshofen, tę od Turnieju Czterech Skoczni i do drugiego noclegu w m. Taxenbach, dojeżdżamy późnym popołudniem.

https://pomyslynawyprawy.pl/dolina-wachau-kraina-wina

https://www.alltrails.com/pl-pl/austria/salzburg/taxenbach

Dzień trzeci.

Zaczynają się naprawdę fajne i prawdziwe góry. Trasa na Grozglockner warta polecenia każdemu motocykliście. Wjazd moto na 2578  m n.p.m. naprawdę robi wrażenie. Trasa (wjazd) płatna 33 Euro, ale widoki niesamowite, fajne winkle, jakość asfaltów i ogólnie wrażenia warte każdej ceny.

Zaliczamy nie tylko zaplanowaną trasę dojazdową, ale i „okoliczne” górki. W sumie to jest cały dzień hasania po lokalnych winklach. Niestety, nie realizujemy jednego z zaplanowanych na trasie punktów, tj. Wodospadów Krimml, ponieważ droga była zasypana lawiną kamieni i zamknięta dla ruchu. Spanko ogarnięte w Haiming w Tyrolu.

https://www.salzburg.info/…/grossglockner-hochalpenstrasse

http://katiraf.com/wodospady-krimml

https://www.austria.pl/haiming.xml 

Dzień czwarty.

Na początek dnia fundujemy sobie krótki wypad do Niemiec, żaby zobaczyć kolejną skocznie narciarską – tym razem w prostej do wymówienia, kwiecistej  germańskiej mowie czyli: Garmisch-Partenkirchen. Na powrocie do Austrii, jeżdżąc znowu cały dzień po przepięknych trasach, robimy trochę materiału fotograficznego.

Nocleg, ogarnięty w najładniejszym miejscu na tym wyjeździe, w Hotelu Jägerstüble w Damüls, serdecznie polecamy. Tylko my, inni goście hotelowi, krowy z dzwonkami u szyi na pastwiskach wokół hotelu i niesamowite widoki z tarasu i z pokoju. W  promieniu 10 km, nikogo.

Dzień piąty.

Zaczynamy ten dzień w Austrii,  następnie przejeżdżamy przez Lichtenstein, ale to tylko dlatego że

niektórym uczestnikom wyjazdu brakuje seksownych naklejek wymaganych do lanserki graficznej na motocyklowych kufrach. Mimo faktu, że jest to jedno z najmniejszych państw na świecie, ekipie nie przeszkadza to w niczym, żeby się zgubić i zaliczyć dodatkowe 40 km – a to tylko dlatego, że jazda wykonywana jest na podpowiedzi „wuja dobra rada”, czyli pomocy odbiornika GPS. 

Dalsza trasa przez Szwajcarię, z zawrotką w Davos i przy załapaniu jeszcze przez chwilę Austrii wjazd do Italii, przez legendarną Przełęcz Stelvio.

Każdy, kto lata na moto pewnie słyszał już o tym miejscu,  ale w rzeczywistości trasa ta robi oszałamiające wrażenie. Odsyłamy do zdjęć i filmików publikowanych w sieci, ale przede wszystkim polecamy przejechać ją samemu na motocyklu. Moto na 2758 m n.p.m. – no cóż, po prostu polecamy.

Oczywiście przed przełęczą  jak i po niej, cały dzień góry, zakręty i cudnej urody widoki.

https://www.motopodrozni.pl/…/przelecze-stelvio-gavia

Dzień szósty.

Bardzo fajną  stromą, pełną zakrętów i wspaniałych widoków drogą, dostajemy się do granicy włosko-szwajcarskiej, a następnie kierujemy się na malowniczą San Bernardinio Pass, nie mylić z Przełęczą Świętego Bernarda; tam jesteśmy dzień później.  Stamtąd lecimy do głównej atrakcji regionu, czyli Przełęczy Świętego Gotarda. No po prostu cała trasa jak i przełęcz, bajka….Kto był i widział to wie, kto nie był koniecznie polecamy odwiedzić. Nocleg w miejscowości Charrat, u przyjaciół z Podkarpacia.

https://www.a41.pl/san_bernardino_pass.html

Dzień siódmy.

Gospodarze opuszczają mieszkanie przed naszą pobudką zostawiając nas z całym dobytkiem. My po fajnym śniadaniu zbieramy sprzęt i lecimy dalej w trasę. Po drodze przelatujemy raz jeszcze przez Przełęcz Świętego Bernarda. Parę godzin po włoskich drogach, a przy okazji wizyty w dwóch miejscach, gdzie realizowane były zrzuty Cichociemnych tj. Viverone i Biella . Następnym razem dotrą tutaj tablice upamiętniające. 

Dzień ósmy.

Zjeżdżamy z gór z gór nagle trochę nam się zmieniają warunki atmosferyczne, wysoka temperatura i wilgotność zaczynają dawać się we znaki, po górskich bryzach. Natomiast widoki w pełni wynagradzają nasz dyskomfort termiczny. Objeżdżamy całe jezioro Como i wizualnie jest to coś …niesamowitego.

Na dojeździe do miejsca noclegu, dużo miejscowych , dróg „wojewódzkich”, bardzo dobrej jakości, oraz pięknych widoków i wymagających zakrętów.

https://www.kierunekwlochy.pl/jezioro-como-wlochy

Dzień dziewiąty. 

Dynamiczna zmiana planów ze względu na pogodę i szybki tranzyt na miejscówkę do obozowania.

Jakkolwiek, burze doganiają nas jeszcze nad morzem, prawie godzinę przed miejscem docelowym w Lido Di Jesolo. Oczywiście, żeby nie było,  pojeżdżono po lokalnych drogach wokół pięknego Jeziora Garda. Po dotarciu do Lido Di Jesolo oberwanie chmury i dwugodzinna ulewa, okazało się, że pierwsza taka od trzech miesięcy – to się nazywa mieć fart. Ale, żeby nie było zaliczamy kąpiel w morzu, tuż po ulewie i to po „ciemaku”.

https://www.kierunekwlochy.pl/lido-di-jesolo-wlochy

Dzień dziesiąty.

Opuszczamy zachmurzoną Italię i jedziemy do granicy ze Słowenią. Tam kierujemy się na północ wzdłuż rzeki Socza. Spokój i piękno, nic nie trzeba więcej dodawać… Dojeżdżamy do m. Bovec i kierujemy się do granicy z Włochami, żeby dojechać z powrotem do Słowenii.

Planica największa skocznia na świecie – coś niesamowitego, to co się widzi w tv podczas transmisji skoków w TV , to zupełnie dwa inne światy. Na żywo, skocznia po prostu przytłacza swoją wielkością…

W czasie wizyty na skoczni łapie nas znowu deszcz i towarzyszy nam aż do samej Ljubljany, tam gdzie mamy przedostatni nocleg.

Na miejscu deszcz ustaje i na zwiedzanie Ljubljany możemy się udać już w klapkach i krótkich spodenkach. Niby stolica europejskiego kraju, a uczucie jak by się było w jakiejś bocznej uliczce w spokojnym górskim kurorcie. Fajny klimat, brak pośpiechu i uśmiechnięci ludzie. Trzeba tam kiedyś wrócić.

https://www.visitslovenia.pl/o_slowenii/40,257,0,0,Bovec

Dzień jedenasty.

Po śniadaniu, zakupionym dzień wcześniej w Lidlu, podobno tańszym od Biedry, ruszamy na północ i  przejeżdżamy  piękną Dolinę Logarską. Ostatnia kawa w Słowenii, w przydrożnej oberży w towarzystwie krów i owiec i dojeżdżamy do granicy z Austrią.  I takimi niepozornymi na mapie, a niesamowitymi w rzeczywistości austriackimi zakrętasami wśród lasów i gór dojechaliśmy  niestety do autostrady, która skierowała nas do ostatniego noclegu w Czechach.

https://www.visitslovenia.pl/…/47,1419,0,0,Dolina+Logarska

Dzień dwunasty.

Ostatni dzień, czas pożegnań i każdy zasuwa w swoje rodzinne strony.

Pozdrawiamy

STI